POSZUKUJEMY KANDYDATÓW NA RODZINY ZASTĘPCZE  
 

 
Korona Gór Polski

Gmina Krasocin Gmina Kluczewsko Gmina Włoszczowa Gmina Secemin Gmina Radków Gmina Moskorzew



LEGENDY


  • Legenda o pięknej Pilicy i Włoście
  • Legenda o soli na Bukowej Górze
  • Legenda o Kazimierzu Wielkim
  • Legenda o Siwym Głazie
  • Legenda o złym Szafrańcu
  • Legenda o Piotrze Szafrańcu i zbóju Bąku
  • Legenda o Stefanie Czarnieckim
  • Legenda o trzech pannach z Kurzelowa

  • Legenda o pięknej Pilicy i Włoście


    W średniowieczu wśród nieprzebytej puszczy i bagnisk rozłożyła się maluteńka wioska, która była własnością dzielnego rycerza Włosta. Był on dobrym panem, ludzie chwalili go nie tylko za męstwo, ale za dobre serce. Dbał o ich rodziny, domy, a w razie potrzeby wspomagał czynem i radą.

    Zakochał się w pewnej pannie o pięknych złotych włosach i błękitnych oczach, która mieszkała w niewielkiej chacie u brzegów rzeki. Na imię miała Pilica. Postanowił ja poślubić i spędzić z nią resztę życia. W gródku, nieopodal wioski odbyło się huczne wesele.

    Spokój rodzinnego życia przerwała wojna z Krzyżakami. Włost podążył u boku króla Władysława pod Grunwald by rozprawić się z wrogiem. O tego momentu ślad po nim zaginął. Krążyły pogłoski że poległ w trakcie walki z Krzyżakami. Zrozpaczona Pilica na wieść o tragedii męża postanowiła odebrać sobie życie. Ze skarpy położonej nad rzeką skoczyła w jej rwący nurt.

    Poddani Włosta nazwali wieś, na cześć swojego pana, Włoszczową, a rzekę w której nurtach zginęła jego żona, Pilicą. Duch Włosta prawdopodobnie co noc krąży wokół włoszczowskiego grodziska szukając pięknej Pilicy.

    Do góry >>

    Legenda o soli na Bukowej Górze


    Mały Antek często pasał krowy na północnych stokach Bukowej Góry. Lubił tutaj przychodzić, gdyż uwielbiał patrzeć na pofalowany krajobraz okolic Policzka i Przedborza. Dookoła wszechobecna przyroda, spokój i cisza. "To dla mnie raj" - wzdychał sam do siebie Antek.

    Pewnego dnia zauważył że krowy często pochylają się i liżą gołą skałę. Wzbudziło to w Antku ciekawość. Zastanawiał się dlaczego zwierzęta tak dziwnie się zachowują. Postanowił podejść do skały. Długo się jej przyglądał i w końcu sam ją polizał. Okazało się że skałka ma lekko słony smak. "Odkryłem sól!!" - krzyknął z radości Antek.

    Parę miesięcy później pojawiła się na północnych stokach specjalna królewska komisja, mająca za zadanie zbadać znalezisko Antka. Wywiercono wtedy kilka szybów na kilka metrów głębokich szpecąc przy okazji przepiękny krajobraz Bukowej Góry. Antkowi zrobiło się żal starych buków, które były wycinane przez robotników. Zdał sobie sprawę że sam przyczynił się do tego stanu rzeczy. Gdyby nie odkrył soli kilka miesięcy wcześniej pasąc krowy, Buczyna byłaby nadal piękną górą. Postanowił naprawić popełniony nieumyślnie błąd.

    Pewnej nocy pokradł się do szybu i wrzucił w jego otchłań martwego koguta. Rano, gdy robotnicy weszli do szybu znaleźli ptaka. Bardzo się wystraszyli, bo wiedzieli że kogut przynosi pecha i zsyła nieczyste moce rodem z piekła. Po kilku godzinach szyb pozostał opuszczony przez ekipę górniczą. Po kilku latach las szczelnie ukrył szyb solny, który już w połowie zasypany istnieje do dnia dzisiejszego.

    Patrząc z jego głębinę warto wypowiedzieć marzenie, prawdopodobnie się spełni.

    Do góry >>

    Legenda o Kazimierzu Wielkim


    Dawno temu, na skraju dwóch puszcz - świętokrzyskiej i pilickiej, w których pełno było dzikiego zwierza, znajdowało się niewielkie miasteczko Przedbórz. W Przedborzu król Kazimierz Wielki wybudował zamek, spraszając do niego najznamienitszych gości z całego kraju. Raczył ich jadłem, winem, a po uczcie zapraszał wszystkich na polowanie na zwierza do dzikiej, nieprzebytej puszczy.

    Po jednej z takich uczt, 8 września 1370 roku, w dniu Narodzenia Marii Panny, król kazał siodłać konie i jechać na łowy. W tym samym czasie kapelan podszedł do Kazimierza i odradzał mu wyjazd, jako że nie wolno polować na zwierza w dzień świąteczny. Monarcha nie posłuchał rady kapelana i w orszaku swoich rycerzy i gości ruszył do puszczy.

    Udali się w kierunku rzeki Czarnej. Tam często przychodził napić się wody przepiękny jeleń. Król Kazimierz pragnął go upolować, by móc poszczycić się swoją zdobyczą przed gośćmi. Długo i cierpliwie wszyscy czekali wśród krzewów na jelenia. Nagle pojawiła się sylwetka potężnego zwierza z porożem, który schylił swój łeb, by napić się z rzeki wody. Wtem na jego widok król Kazimierz Wielki ruszył szybko na koniu, ale tuż przed korytem rzeki koń się potknął i upadł. Wskutek tego upadku monarcha złamał sobie nogę.

    Po powrocie do zamku w Przedborzu okazało się że w ranę weszła gangrena, która w tamtych czasach była chorobą nieuleczalną. Stała się ona przyczyną rychłej śmierci króla Kazimierza Wielkiego. Na pamiątkę tego zdarzenia wieś koło której zdarzył się ten wypadek nazwano Żelazne Nogi (obecnie Żeleźnica), a w miejscu upadku wielkiego monarchy postawiono obelisk.

    Troszeczkę inne fakty tej historii podaje regionalista Tadeusz Tutak. Znający skłonności monarchy do uciech zmysłowych, jakiś niecnota podbiegł do Kazimierza i po cichu, tak że nikt nie słyszał, szepnął mu o dziewce czekającej w ustroniu leśnym. Wtedy król nie zwracając uwagi na rozsądną radę kapelana skoczył na konia i pojechał do puszczy. Rankiem przywieźli króla do zamku w Przedborzu jego woje, którzy znaleźli go koło wsi nad rzeką Czarną. Opowiadali o dzielności monarchy w trakcie polowania na jelenia.

    Która legenda jest prawdą? Tego chyba nikt nie dowie się.

    Do góry >>

    Legenda o Siwym Głazie


    Gdzieś między Dobromierzem, Łapczyną Wolą i Mrowiną, tuż przy starej zagrodzie, znajduje się Siwy Głaz. Tutejsi ludzie opowiadają o nim wiele legend. Uważają że pod nim znajduje się wejście do piekła, a gdy na Łysej Górze odbywa się sabat, czarownice zatrzymują się tutaj na chwilę by odpocząć.

    Jednak prawdopodobnie Siwy Głaz jest cząstką ogromnej skały, pod którą ukryty jest wielki skarb. Raz na sto lat, w pogodną noc, złoto miało dawać znać o sobie ukazującym się nad głazem płomieniem. Tylko w takiej chwili całe bogactwo ukryte pod nim było dostępne dla ludzi.

    Kiedyś mały Tadzio, z kolegami i rodzeństwem, postanowił odszukać wspomniany skarb. Za pomocą krzemieni krzesał snopy iskier na powierzchni potężnego kamienia, mając nadzieję, że wznieci się płomień otwierający drogę do skarbu.

    Po kilku nieudanych próbach koledzy i rodzeństwo usnęli pod wiśnią, a Tadzio nie dawał za wygraną. O północy ujrzał nagle niewielki płomień nad głazem. W jednej chwili Siwy Głaz uniósł się do góry otwierając zarazem drogę do skarbu. Na ten widok mały Tadzio stracił przytomność.

    Rankiem opowiedział całą historię kolegom i rodzeństwu, a kilka lat temu również i mi. Jednak nie zdradził nikomu co kryje się pod Siwym Głazem. Ciekawe dlaczego?!

    Do góry >>

    Legenda o złym Szafrańcu


    Szafraniec był bardzo majętnym i dzielnym człowiekiem. Służył u boku króla Władysława Jagiełły w trakcie bitwy pod Grunwaldem. Zasłynął z wielkiej dzielności. W zamian za wzorową postawę u boku króla otrzymał od władcy wiele ziem w królestwie.

    Jednak Szafraniec pomimo swojego męstwa i bogactwa był również typem hulaki. Nie lubiła go ludność Włoszczowy i okolic nazywając go Diabłem. Często rabował ludność a zdrowych mężczyzn często zamykał w lochach swojego zamku we Włoszczowie lub Pieskowej Skale. Z tego ostatniego zamku mało kto wrócił żywy.

    Szafraniec posiadał w lasach włoszczowskich dwie kryjówki. Chował tam swoje zrabowane skarby. Jedna z nich znajdowała się w pobliżu Sułkowa. Kryjówka ta miała charakter pieczary w której Diabeł Szafraniec zamykał dzieci. Do dnia dzisiejszego miejsce w którym znajdowała się ta straszna kryjówka nazywane jest Szafrańcówką.

    Drugą kryjówkę posiadał wśród mokradeł w pobliżu dzisiejszej wsi Lipia Góra. Postanowił wybudować na tej górze zamek. W tym celu zwoził na kogucie z pól oddalonego Przedborza kamienie. Kiedy kogut zapiał na dwunastą godzinę w nocy Szafraniec wyrzucał wiezione kamienie, co by szybciej dotrzeć do Lipiej Góry. Bał się że kogut zdradzi jego zamiary a ludzie odnajdą jego kryjówkę i rozprawią się z nim.

    Pewnego dnia Diabeł Szafraniec upatrzył sobie koło Przedborza potężny kamień który mógłby stanowić mocny fundament budowanego zamku. Wieczorem przy pomocy koguta dźwignął olbrzymi kamień. Wtem usłyszał nadchodzących ludzi, którzy chcieli wreszcie rozprawić się z Diabłem Szafrańcem i którzy zwęszyli jego zamiary. Wystraszony kogut wzleciał wysoko z kamieniem. Uleciał z nim zaledwie kilka minut i upuścił go w gęstwinę lasu. Szafraniec osaczony przez rozgniewanych niesprawiedliwością ludzi zrezygnował z obrony. Nagle z pomocą przybyły czarownice z Łysej Góry które leciały na sabat. Porwały Diabła Szafrańca i słuch już na zawsze o nim zaginął.

    Mieszkańcy Gór Świętokrzyskich niekiedy wspominają o odgłosach dochodzących ze szczytu Łysej Góry. Wśród tych głosów jest jeden męski, prawdopodobnie Diabła Szafrańca. Natomiast głaz upuszczony przez koguta znajduje się w gęstwinie leśnej w pobliżu Gustawowa koło Przedborza. Miejscowa ludność nazywa go "Jedynakiem".

    Do góry >>

    Legenda o Piotrze Szafrańcu i zbóju Bąku


    Na łąkach włoszczowskich znajduje się niewielki kopiec, który w bardzo dawnych czasach był gródkiem warownym. Prawdopodobnie pod nim mają początek potężne lochy, które ciągną się w nieznanym kierunku. Jeden korytarz łączy kopiec z zamkiem w Seceminie, a drugi z zamkiem na Bąkowej Górze. W tym drugim zamku mieszkał straszny rozbójnik, a kiedyś rycerz, o nazwisku Bąk. W jego ślady poszedł Piotr Szafraniec, który pragnął jak najszybciej wzbogacić się.

    Nocą, przy świetle księżyca, obydwaj rozbójnicy łupili kupców z pieniędzy i kosztowności. Napadali również na zwykłych chłopów z okolicznych wiosek. Strach i niepewność zagościły tutaj. Nic więc dziwnego, że nikt nie chciał tędy podróżować. Wielu ludzi przez niechlubne wyczynki Szafrańca i Bąka straciło życie. Teraz dusze zmarłych zamienione w światełka błąkają się w nocy po łąkach włoszczowskich.

    Ku pomocy tutejszej ludności przybyło nawet królewskie wojsko, które jednak nie dawało rady znającym okolicę i chowającym się w gęstym lesie Szafrańcowi i Bąkowi. Wszyscy powiadali że ci dwaj zbóje musieli zaprzedać duszę diabłu. Wojsko długo szukało zbójów aż wreszcie znaleziono ich i osadzono w lochach zamku w Krakowie. Od tej pory spokój i radość zagościły na ziemi włoszczowskiej, jednak o zagrabionych kosztownościach do tej pory nic nie wiadomo. Na darmo chłopi szukali pieniędzy i złota rozkopując włoszczowski kopiec i penetrując zamek na Bąkowej Górze. Co się stało w tym bogactwem? Hmmm. Chyba wiem, ale nie powiem bo to tajemnica.

    Do góry >>

    Legenda o Stefanie Czarnieckim


    To była niedziela 15 lutego 1665 roku. Umierającego Hetmana złożono w noszach i na jego prośbę zabrano w podróż do Lwowa. Dookoła zimowa pora, wiatr sypał śnieg w zaspy. Nawet dziki zwierz nie wyszedłby ze swojej nory.

    Po drodze cały orszak zatrzymał się na noc w małej chałupie w Sokołówce. Wielkiego Hetmana ułożono w środku izby, natomiast dookoła niego czuwali jego bliscy. Na prośbę bohatera wprowadzono do izby jego najwierniejszego towarzysza - białego rumaka. Koń schylił łeb nad konającym panem, tak jakby rozumiał co się ma wydarzyć. Podawano mu owies - on nie chciał jeść, dawano wody - on bił nogami w ziemię.

    Po spowiedzi Hetman zasnął. Poniedziałkowym rankiem już się nie obudził. Wkrótce po śmierci Hetmana skonał jego wierny rumak, towarzysz wielu zwycięskich wypraw.

    Stefan Czarniecki spoczął w kościele w Czarncy. Tutejsi ludzie powiadają, że co roku, 16 lutego, słychać na łąkach Czarncy galop konia, który cały czas czuwa nad swoim panem.

    www.ziemiawloszczowska.prv.pl
    Do góry >>

    Legenda o trzech pannach z Kurzelowa


    Za czasów króla Władysława Jagiełły zmarł starosta bielski, dziedzic Kurzelowa. Osierocił trzy córki i pozostawił wielką fortunę. Najstarsza Marta i średnia Magda były niezwykle urodziwe - miały jasne, długie włosy i pogodne jak niebo oczy, zaś najmłodsza Krysta - włosy czarne jak kruk i oczy z jarzącymi źrenicami.

    Kiedy czas żałoby minął wyruszyły panny ze stryjenką, wojewodziną sieradzką, na dwór królewski do Krakowa. Wielu kawalerów interesowało się sierotami, lecz pannom tylko jeden się spodobał. Nazywał się Iwo Gniewosz i był synem kasztelana chęcińskiego. Jemu serce zabiło do najstarszej z sióstr, Marty. Zaczęto już szykować wiano, wyszywano inicjały młodych na płótnach, gdy Marta nagle zmarła. Rozpaczał Iwo po narzeczonej, często nawiedzał grób w Kurzelowie, a i do panien przy tym zaglądał. Po pewnym czasie poprosił o rękę Magdę, która przypominała mu zmarłą narzeczoną. Zazdrosna Krysta poprzysięgła zemstę starszej siostrze. Niebawem i Magda spoczęła w grobie.

    Wtedy prawda wyszła na jaw - Krysta otruła starsze siostry tajemniczymi ziołami zerwanymi o północy na Łysej Górze. Po sądzie za mord na siostrach, zaprzedanie duszy diabłu i trudnienie się czarami, skazano ją na pręgierz. Na publicznym placu ogolono jej głowę, rozdarto szaty, a lud spluwał na jej twarz, obrzucał błotem i kamieniami. Krysta, opętana przez szatana, ani drgnęła na tych mękach.

    Nie wiedzieć czemu pożałował ją Gniewosz i chciał uwolnić, ale tłum na to nie pozwolił. Pochylił się także nad Krystą obcy mnich, który trzykrotnie, bezskutecznie, prosił ją o wyznanie grzechów. Po chwili, gdy odszedł, grzesznica wyzionęła ducha. Po tym zdarzeniu Iwo Gniewosz wyjechał z Polski i wstąpił do klasztoru.

    Dusza Krysty Bielskiej do dnia dzisiejszego nie zaznała spokoju. Co 100 lat, w rocznicę swojej śmierci, błąka się po Kurzelowie i szuka mnicha, by móc się wyspowiadać.

    Do góry >>



     
     
    © Serwis Starostwa Powiatowego we Włoszczowie
    ul. Wiśniowa 10, 29-100 Włoszczowa, tel. 041 39 44 950
    webmaster